Logowanie | Rejestracja


Zaloguj się

Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest pn lip 23, 2018 11:58 am

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1554 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 100, 101, 102, 103, 104
Autor Wiadomość

Offline
Post: pt lip 06, 2018 5:03 pm 
Mid carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 586
RevPro & NJPW Stong Style Evolved 2018

Day 1

Zack Sabre Jr & Minoru Suzuki vs. Kazuchika Okada & Tonohiro Ishii - ****½ - Bardzo dobra walka. Suzuki i Zack to taki zgrany, fenomenalny team, że ogląda się ich wyśmienicie. Są jak dobrze naoliwiona maszyna, każdy ruch, tag, heelowa zagrywka wypada im świetnie. A przy każdym takim momecnie, czy to bezczelność Zacka, czy charyzma Suzukiego zawsze dodaje lepszego smaku ich poczynaniom. Nawet proste obijanie się poza ringiem przy barierkach jest tu "jakieś" i nie ma prawa na nudę. Plus styl walki jaki reprezentują nakręca wszystko do potęgi. Członkowie Chaosu stanowili dla nich idealną przeciwagę. Typowo face'owy zespół, świetnie się sprawdzili jako obijani ulubieńcy fanów. Ringowo to nie miło prawa nie wyjść. Wymiany łokci i chopów pomiędzy Tomohiro a Minoru wyglądały bardzo dobrze, Zack który oplatał się wokół kończyn rywali i Okada, który chyba pokazał najmniej, był raczej z dala od świecznika, ale miał swój zryw, pokazał też parę standardowych akcji i jak zawsze trzymał wysoki poziom. Sporo świetnych kontr. Wszystko pięknie zagrało, bardzo podobała mi się końcówka, gdy Suzuki Gun zamieniło się tak jakby tymi, kogo obijali przez większość czasu walki, i Zack skupił się na obecnym mistrzu Rev Pro, a Minoru na Okadzie. Obie pary walczyły w ringu, ale Ishii był w subie Sabre'a i klepał, a Okada nie zdążył zapobiec temu, mimo, że walczył tuż obok z Minoru. Fajnie to wyszło i koniec końców pasy tag team zostają u mistrzów.


Day 2

David Starr vs. Tiger Mask vs. Taiji Ishimori vs. El Phantasmo - ***½ - no skład tej walki to oni chyba w chipsach znaleźli XD . No ale jakoś to siadło. Starr jest już pełnoprawnym heelem w Rev Pro, czas więc teraz na Progress i PWG (wrstling ktoś coś). Ishimori w ciemnych ciuszkach zyskuje plus dwa do wszystkiego, Maska Tygrysa ze statusem legendy zawsze spoko, a Phantasmo dla skakania - no naprawdę łapanka była dzika. Mimo, że w zmianę mistrza nie wierzyłem, to naprawdę pod koniec fajnie się to oglądało i nawet złapali mnie na nearfalla. Oglądało się to przyjemnie, akcje jakieś mega wyszukane nie były (Phantasmo i jego moonsault czy też jego sprzedanie clothesline'a na apronie wypadły naprawdę fajnie), ale mieli znośne tempo, nie wymagałem dużo, tyle też nie dostałe, a wrażenia pozytywne. Spoko match

Kyle Fletcher vs. Jay White - ***¼ - po tej walce mam tylko jedno pytanie: czy ten botch pod koniec był planowany? Jeśli tak, to jest to wyższy wymiar storytellingu (mimo, że tutaj taki przykład dopiero raczkowania takiej taktyki). Jeśli nie, to pewnie po tej akcji Fletchera miał być unik White'a i finisz. I dlatego tak sprawnie to poszło. Tak czy siak nie są to **** Meltzera, Kyle jest o półkę niżej w kategorii Under 20 jeśli chodzi o najlepszych wrestlerów z tej kategorii wiekowej na świecie, a White nawet jak natrzaska five starów w G1 z Okadą i Tanahashim, to mnie chyba nigdy nie kupi jego osoba.

Kazuchika Okada vs. Zack Sabre Jr - ****½ - nieudany weekend dla Kazka widzę. Ostatnie 7 minut zajebiste, walka o prawie połowę krótsza niż ta z Sakura Genesis i sądzę, że na plus te cięcia czasowe. Szybko to zleciało. Wygrywa co najważniejsze Sabre. Nie wiem czy Okada teraz będzie wszystko przegrywał, szczerze w to wątpię, raczej ukłon to był w stronę Rev Pro i brytyjskiej publiki i Zacky po swoim typowym pinie, którym skończył już mnóstwo walk w takim stylu (normalnie byłbym rozczarowany, ale nie tutaj) wygrywa z byłym mistrzem IWGP Heavy. Walka jeszcze raz bardzo mi się podobała, element zaskoczenia na plus, fajne kontry i tempo. Łokejka z urzędu

Tomohiro Ishii vs. Minoru Suzuki - ****½ - Przedsmak tego dostaliśmy dnia pierwszego, właściwie rozszerzona wersja rzeczy, które pokazali walcząc ze sobą w drużynówce. 20 minut, w których publiczność była całą sobą. Zastanawiałem się jaką ocenę dać, bo miałem zagwostkę co myśleć o niej, ale ostatecznie próby wydostania się Ishii'ego z Gotch Style Piledrivera przekonały mnie do wyższego ratingu. Tak czy siak bardzo dobry Main Event. Piękna reakcja na zwycięzcę

_________________
Obrazek


Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn lip 09, 2018 10:41 am 
Mid carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 586
PROGRESS Chapter 72: Got Got Need

PROGRESS Atlas Title Match
Doug Williams (c) vs. Michael Dante - **¼
- Jak na rozgrzanie ludzi w openerze, to nie rozgrzali ludzi w openerze. Siemiężna walka. Mozolna. Dość nudno. Summarian Death Squad byli fajni z dwóch powodów: Nazwa i Tommy End. Dante to taki uboższy kuzyn War Machine. Swego czasu jako SDS robili fajne walki tag team, singlowo Dante nie należy do moich ulubieńców. Co pokazali, parę suplexów, łokci, Williams zapędził się nawet na narożnik, po jednej akcji z niego Doug odnosi wygraną. Szaleństwo. Williams zaczyna swój reign i skończy go pewnie na Wembley. Loterią będzie to, kto mu pas odbierze, ale standing ovation na największej gali w historii będzie piękne i nic tylko kończyć karierę.

Charlie Morgan vs. Laura Di Matteo - ** - Gdybym powiedział, że theme Morgan to była najlepsza rzecz podczas tej walki, to bym miał rację. Lubię Jessie J, nie twierdzę, że od niej wziąłem część swojego nicku, bo nie byłoby to prawdą, ale Price Tag czy Do it like a Dude własnie to spoko kawałki. Wiecie co nie było za bardzo spoko? Ta walka. Nudy. Wolne, nic ciekawego nie pokazały, mega podstawowe obijanie się, z którego nic nie wynikło. Obie są średnie w ringu, przez co nawet proste akcje pozostawiały dużo do życzenia. Ciągnęło się to, trochę irytowało. Po walce myślałem, że Jinny pizgnie Charlie, sam bym pewnie pizgnął, bo było ich cztery a i tak Di Matteo wygrała lul. Ale obeszło się bez tego. Jinny znów coś se zrobiła i ten reign może wyglądać tak, że dopiero na Wembley zawalczy. W sumie ja bym tak zrobił, trzeba ją oszczędzać na Wembley ew. Mae Young Classic, skoro jest szklana. A Strong Zero City to miasto, gdzie może się stłuc.

Jordan Devlin vs. Will Ospreay - ****½ - kozak walka. Devlin zgarnia fajną reakcję po SSS16 i podoba mi się to, bo może jakieś większe plany będą z nim wiązać. 18 minut świetnej akcji, zwłaszcza druga połowa walki. Polecam obejrzeć, imo zaraz po Walter vs. Thatcher najlepsza walka w tym roku w Progress. Starcie Aerial Assasina z Adamem Brooksem było ciut gorsze jak na moje gusta. Ale zostawmy już samą walkę. Najciekawsze wydarzyło się rzecz jasna po niej. Nie mam pomysłu, jak oni chcą wyjaśnić zachowanie Ospreay'a. Nie idą najwyraźniej w stronę feudu prowadzącego do ich - powiedzmy - trzeciej walki, który polegałby na rywalizacji dwóch face'ów, starych zaciekłych wrogów, którzy prawie się zabili na ringu, którzy ostatni rozdział swojego story skończyli by na podsycaniu ambicji Havoca przez Ospreay'a, na takich tanich trywialnych hasłach, co wcale źle by tu nie wyszło. Czyli na czymś, co zasugerował ich segment na SSS16. Ospreay przez takie coś zgarnia heat, pojawia się Robinson, ale nie Juice, a Paul, czy kolejny ważny element w ich historii.... No wygląda to oczywiście mega ciekawie, ale żeby nie poszli w złym kierunku z tym feudem. Na 100 pro nie walczą na Wembley, więc nie wiem jak to będzie wyglądać. Na razie Will kopiuje akcje Jimmy'ego w ringu i zabija członków ring crew.

British Strong Style vs. Josh Alexander & The Besties In The World - **** - zajebiste show, zajebista rozrywka, a gdy się rozpędzili, to stworzyli bardzo dobrą walkę. BSS to istni showmani, są genialni. Vega i Fitchett będą sprowadzani do Progressu nawet tylko po to, by ludzie mogli pośpiewać do ich theamu. Nawet Alexander wyszedł na kozaka kilka razy. Połówka Monster Mafii, jak i obecni mistrzowie drużyn AAW z początku byli w cieniu rywali, ale jak się to rozkręciło... W ogóle reakcja na nowych mistrzów NXT... Bajka. Parodiowanie Undisputed Era wyszło im świetnie. Kapitalne to było. Po walce Christian Michael Jakobi znów prowokuje Dunne'a, mało brakowało a po tym liściu Pete zabiłby CMJ. Ostatnia godzina show to jazda bez trzymanki. Zobaczymy jak będzie dalej.

Thunderbastard Tag Team Series Match
CCK vs. M&M (Connor Mills & Maverick Mayhew) - ***½
- kolejna walka z turnieju. M i M przegrają wszystkie walki i w ostatniej pokonają mistrzów. Tak będzie. Lykos wraca do akcji i spoko, bo CCK zawsze propsik, ale Brookes to ma przez to problemy - żadnego singlowego programu nie mógł mieć, bo czekał na powrót Kida, przez co uciekło mu parę miesięcy z życia. Dobrze, że w FCP ma pas i ... co? Co ty mówisz? Meiko Satomura odebrała mu tytuł? Acha. Tak czy siak spoko walka.

PROGRESS World Title Match
Travis Banks (w/TK Cooper) (c) vs. Chuck Mambo - ***½
- Mistrzem Świata Anglia. Potwierdzone info. Mambo, w ogóle cały World Cup Progressowy, wypadł nadspodziewanie dobrze. Fajnie się oglądało turniej, a także tę walkę. Lubię takie historie, gdy by "zbudować" pretendenta robi się turniej, który wgrywa gość łamane na jobber, upperjobber, który przegrywa walkę o pas, bo by jej przecież nigdy nie wygrał, ale dali komuś z niższej półki spot i to wwykorzystał. Chyba lepiej sprzedana historia underdoga niż z Sexsmithem. I w ogóle lepiej mi się to oglądało, dużą w tym zasługe ma World Cup. Zabrakło mi w tej walce jednego - większych emocji. Że Surfer mógł to wygrać. Historia Pastora Eavera się jednak nie powtórzy, nie twierdzę że to na minus. Banksik nabija sobie licznik udanych obron dalej, a my czekamy na większą interakcję z Sabre Jr i Walterem.

Natural Progression Series V Final Match
Chris Ridgeway vs. Mark Davis - ***¾
- Udane zwieńczenie tegorocznego NPS. Jestem zawiedziony biorąc pod uwagę kto wygrał. Po pierwsze: wszyscy wiemy, czyim chłopakiem Ridgeway jest. Po drugie: Ostatni męski NPS wygrał Tommy End, czyli także wytatuowany striker, a żeński wiadomo kto. Po trzecie: Davis ma swój fajny australijski tag team, więc na chuj mu zwycięstwo? Trzeba promować singli. Dunkzilla jest bardziej over, ma pewnie dla wielu ciekawszą postać, plus dla wielu chopy > kopnięcia, ale wybitnie mi się wynik nie spodobał. Co prawda Aussie Open już się w niektórych federacjach rozpadło, o czym miałem napisać przy opini o galach Fight Clubu, ale jakoś się zabrać za to nie mogę. Ale starczy o narzekaniu, bo przecież Daivis też jest kozakiem. Ale nie takim jak brytyjski Davey Richards. Walka naprawdę dobra. Wymiany kopnięć i chopów ładnie wyglądały. Techniczne kontry Hot as Fuck'a wyglądały lepiej. Mark popisywał się siłą, a jego rywal kontrował to serią kopniaków. Walczyło dwóch face'ów i obaj nie chcieli kończyć tego poprzez wyliczenie pozaringowe, czym zaskarbili sobie kolejną dawkę chearu. Pojawiła się krew, czego nie wykorzystali ci, co rozpisywali walkę. W sensie ataki na rękę. Szkoda, dodałoby to emocji. Które były w jakimś stopniu pod koniec, bo publika przyjęłaby winnera obojętnie jakiego z tej dwójki, ale tak jak mówię - Davis miał lepszą reakcję. Całokształt na pewno na plus. Kawał dobrej walki. Mieli na to pomysł jak to rozpisać, nie było nudy, akcje leciały fajne, kontry też... Był spory potencjał w tym zestawieniu i dali radę. Z obu Progress będzie miał duży pożytek.

7/10

_________________
Obrazek


Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt lip 10, 2018 4:33 am 
Mid carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 586
Frontline: Build Me An Empire

Świeża jak bułeczki federacja na angielskiej ziemi. Nie należy ona do byle kogo, bo jest dzieckiem Williama Ospreay'a. Yep, gość już się zabezpiecza na wypadek kontuzji. Żarty żartami, ale to jest ciekawostka, co się zowie. Jestem mega ciekawy, jak to będzie wyglądało. Bo na razie wizja jest taka: Wrestling w Japonii jest zajebisty i Ospreay chce przenieść to, ten klimat, maniery na brytyjską scenę. I tak ściągamy parę nazwisk z Puroresu, mamy w rosterze własnych Young Lions, którzy od następnej gali będą odpowiednio walczyli przy użyciu prostych movesów, a także będą łapać inne gwiazdy podczas ryzykownych skoków, będą zachęcać publikę do reakcji itd, oddajemy hołd federacją od Puro i używamy maty a'la stare AJPW, logo też podobno jakiś follow up... Ogólnie podchodzi Will do sprawy tak, by sprzedać wrestling jako sport. Co później będę kwestionował, ale do tego dojdziemy. Na razie zapewnia (otworzył galę wraz z Młodymi Lwami), że dołoży wszelkich starań, by zrobić dobrą robotę z Frontline Pro Wrestling. A ja mu - powiedzmy - wierzę. Oby nie skończyli jak Lucha (niedokonca)Forever i będzie dobrze. I niech nie ściąga ludzi z NJPW, bo nie. Tak czy siak projekt mega interesujący i karta pierwszego show wygląda spoko.


Przerażająca muzyczka z intra. Creepy as fuck. Naprawdę, przejebana nuta.


M&M (Connor Mills & Maverick Mayhew) vs. The 198 (Morgan Webster & Wild Boar) - *** - na początek kolejna "nowość". Wazelinka. Przed walką wrestlerzy są nią nacierani, tak jak w prawdziwych zapasach i tak dalej. Także ciekawe. Ale skoro już to robią, to warto to jakoś bardziej wyeksponować. Jak są walki wieloosobowe - trochę to trwa, mimo, że jedna drużyna jest "pielęgnowana" podczas wejściówki drugiej. Ale motyw spoko, tylko lepiej to ogarnąć technicznie. Sama walka jak na opener przystało ok. Standardowa walka. Początek to sporo restlocków i takich normalnych chwytów, dopiero tak mniej więcej jak Mills wszedł do walki, panowie się rozpędzili. Tempo było dynamiczne, jedni przeważali, potem drudzy, jednak M&M (swoją drogą, wyszli do themeu w postaci numeru Eminema. A teraz przeczytaj jeszcze raz ich nazwę. I co, mózg rozjebany?) musieli uznać wyższość 198. Ale pokazli się z bardzo fajnej strony, tak jak zawsze zresztą.

Bea Priestley vs. Toni Storm - ***¼ - należałoby też wspomnieć o hali, która wygląda fajnie. Co prawda mało miejsca jest po bokach ringu, wejście z backa jest takie se, ale ogląda się poczynania w ringu dobrze, miejscówka komentatorów też niezła, myślę, że jest ok. Ja przynajmniej nie będę narzekał. No, może na pracę kamerzystów, trochę średnio im to wychodziło momentami. Ale ogólnie realizatorka na plus. Zwłaszcza parę ujęć z tej walki wyszło ładnie. Sama walka dobra, ale zabrakło mi tu odważniejszych kontr, wymian, nutki szaleństwa. Było mnóstwo kick outów, ktore były na marne. Przydałby się jeden na raz i od razu walka nabiera innego wymiaru. Toni sprzedała mnóstwo suplexów, wymiany big bootów fajne, celne, z impetem, Bea znęcała się nad ręką Storm i tak to się toczyło. Technicznie spoko, 2 - 3 niedociągnięcia, a tak to solidna, porawna walka, wyrównana z paroma fajnymi kontrami, ale naprawdę potencjał tkwił większy

Adam Brooks & Aussie Open (Kyle Fletcher & Mark Davis) vs. CCK (Chris Brookes, Kid Lykos & Travis Banks) - ***½ - podobnie jak w openerze, tylko w lepszym wydaniu. Tempo, dynamika, ciekawsze wymiany i sekwencje. Na wszystkich publika dobrze zareagowała, aż czarna owca tej walki Adam Brooks zaatakował kolegów z ekipy. Ospreay lubi Australijczyków, taki feud Owner vs. Wrestler siadłby jak na krzesło. A Brooks pewnie będzie stałym bywalcem tej federacji, więc kropki łatwo połączyć. Ciekawe, czy Will będzie chciał walczyć w Frontline. Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.

Frontline Heavyweight Title Tournament Semi Final Match
Mark Haskins vs. Naoki Tanizaki - ***½
- Tanizaki jest spoko, ale nie jestem fanem. O dziwo znam lepszych od niego, czy to w Dragon Gate, gdzie kiedyś walczył, czy DDT gdzie ostatnio się pokazywał. Jest w ringu bardziej niż solidny, parę kolan jak sprzedał to aż oczy zamknąłem, poza tym szybki i dobry technicznie, ale szczerze Haskins jest półkę wyżej. Może kiedyś, gdy nie oglądałem DG to Naoki brylował i kwestia wieku każe mi wysuwać takie wnioski. Na obecną chwilę jednak tak jest. Razem z Markiem ładnie pracowali. Zgrani, dużo się działo, a i zwykłe obijanie fajnie wyglądało. Mark dostanie prawdopodobnie pas i znów dostaniemy heelowy run Haskinsa. Jestem za, bo jak na swoją pozycję w wrestlingu to jest on w sumie niedoceniany.

Chief Deputy Dunne & Kip Sabian vs. El Phantasmo & Kelly Sixx - **¾ - trochę heheszków, trochę normalnej walki. Nie było to złe, ale trochę za długie. W pewnym momencie mogli już skończyć i trochę mi się ziewnęło. Ringowo spoko, wszyscy oprócz Dunne'a jako tako sobie poczynali. Sabiana lubię, widać cały czas szkoli swojego skilla, ma niezły wygląd, poniekąd Daltonowo Castle'owy gimmick, łatwo będzie zrobić z niego dużego heela. Sixx to dla mnie generic face, ale widać, że jakieś tam cechy charakteru ma. W ringu w porządku się prezentował, cała czwórka była nawet nieźle zgrana. I Kipa i Sixxa mam nadzieję Ospreay częściej będzie używał w swojej organizacji. Po walce mamy zalążki jakiejś rywalizacji, no chyba, że gdzieś już ona trwała dotychczas. Jakaś ekipa której ni chuja nie znam wychodzi i atakuje Kelly'ego. Ekipa niczym The End z Evolve bądź Rep z CZW. Nie jestem fanem takiego czegoś. Plus to jest ten moment, że nie wiem, czy na miejscu Willa bawiłbym się w takie coś. Nie widzi mi się taka rywalizacja w fedce, gdzie teoretycznie stawiają na aspekt ringowy, że wrestling to sport i tak dalej. Jasne, pisałem wcześniej, że widziałbym feud zawodnika X z gościem Y, z chęcią jakieś feudy tu zobaczę, ale określone, z pewnymi nazwiskami, z pewnym poziomem ringowym. Tutaj tego chyba nie będzie.

Frontline Heavyweight Title Tournament Semi Final Match
Rob Lynch vs. Stixx - **
- Druga walka o miejsce w starciu o pas dużo słabsza. Nudne niesamowicie. Ostatnie 2 - 3 minuty wyciągnęły ocenę w górę. Bardzo niemrawa akcja, wolno, ociężale, bez polotu. Wyglądało trochę, jakby im się nie chciało. Męczyłem się oglądając tę walkę. Zaprezentowali się źle, z dwojga złego chyba dobrze, że wygrał Lynch. Ale naprawdę - strasznie się to oglądało, zwłaszcza pierwszą fazę starcia, a dopiero pod koniec stworzyli kilka szybszych akcji. Po walce Haskins atakuje wygranego. Takiego sukinsyna Haskinsa chcę oglądać. A pas, o który będą się bić na kolejnej gali, wygląda trochę brzydko.

Chris Ridgeway vs. Kenou - ***¾ - Zadośćuczynienie za ostatnią walkę sprzed chwili. Zajebście, że ich zestawili ze sobą. Jarałem się tym starciem od momentu ogłoszenia. Super że udało im się ściągnąć Kenou. Jeszcze Yamato lub inny Doi w zestawieniu z jakimś młodym graczem i będzie perełka. Tak jak tutaj. Wymiany kopniaków <3 <3 <3 Śliczne były. Niezłe tempo przez całą walkę, każda wymiana i próba ataku/bloki ataków wyglądały bardzo dobrze. Publika dzisiaj podczas całego dnia była świetna i w tej walce nie było inaczej. Reagowali elegancko, a w ringu panowie wykonali sztos pracę. Kilka pięknych uników i strike'owych serii wyszło zacnie. Mała ilość dobrych niedociągnięć pod koniec nie koryguje oceny i ogólnego wrażenia. Wygrywa Ace z Noah i liczę, że niedługo zobaczymy rewanż, tym razem na boisku zwycięzcy. Bardzo dobry Main Event.


Panie Ospreay, dobra robota. Fajne miejsce, fajne nazwiska, spoko motywy. Parę kwestii mnie zastanawia, jaką drogę federacja obejmie, na co postawi, jakie kroki podejmie, ale tego dowiem się niedługo oglądając kolejne gale. Na razie duży plus i czekam na kolejne wydarzenia

_________________
Obrazek


Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt lip 10, 2018 7:46 pm 
Mid carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 586
PWG Bask In His Glory

Taka już ostatnia, ale na pewno ostatnia gala PWG z Keithem Lee. I na jakiś czas na pewno ostatnia gala w Resedzie, więc na dniach mały ranking luźna rozrywka do poczytania.

Andy Brown vs. Tyler Bateman - **¾ - W oryginalnych planach miał tu być Trevor Lee, ale coś się odjaniepawliło i w ostatniej chwili pojawił się Up - town Andy Brown, Uptown Andy Brown. Chwytliwy chant. Nucę go sobie jakis czas po gali, więc na plus. Co jeszcze na plus? To, że nie botchowali. Znają się niby jakiś czas, więc doświadczeni zaprocentowało. Ale w sumie nie mieli wielu okazji do pomyłek. Strasznie wolne tempo. Z czasem niby robiło się szybciej, ale mieli w repertuarze takie "świetne" akcje, że szkoda gadać. A to, że klasną głośniej o swoje ciało przy uderzeniach kolanami czy innymi łokciami nic nie zmieni. Drętwy match, wynudziłem się i byłbym zły, gdyby nie to, że takiej walki teoretico być nie powinno. Brown był pod ręką, a że Super Dragon ostatnimi czasy promuje swoich Kalifornijczyków, to cóż zrobić.

Jake Atlas vs. Rey Horus - ***¼ - Kolejny typ ze słonecznej Kalifornii. Z przerzutami na heelowego randoma. Ale w przeciwieństwie do kolegów wyżej pokazali sporo efektownych akcji. I to naprawdę efektownej, od obu gości. Tam Horus jaki jest to wiadomo, ale Atlas trzymał równie wysoki poziom. Pokazywał już przebłyski dobrych skillsów na Time Is Flat Circle (ten moonsault na zewnątrz ringu na nikogo XD) i tutaj w singlowym starciu wykorzystuje spot. Ale starciu brakowało jakiejś płynności. Miałem wrażenie, że starcie było rwane i nie wczułem się w nie. Na przemian raz dobrze raz gorzej.

Bandido vs. Robbie Eagles - ***¾ - Z walki na walkę ta gala się rozkręca. Main Event dostanie siedem gwiazdek. Sztos match, gdzie spotkało się dwóch Banditos. Obydwaj run w PWG mają na obecną chwilę bardzo dobry. Może pokładów charyzmy w nich nie ma, ale swoimi akcjami, często ekstrawaganckimi, kupili publikę. Tak było też tutaj, gdzie z każdą kolejną minutą oglądało się to coraz lepiej. Imo momet walki to nie jakiś dive, żadne flipy, kopniaki, tylko bitwa na chopy w ringu, po czym wyszli jak gdyby nigdy nic poza kwadratowy pierścień by tam kontynuować wymianę chopów, by po chwili znów wrócić do ringu i dalej prowadzić wymianę. A to tylko jeden moment z tej świetnej walki.

Adam Brooks vs. Keith Lee - ***½ - To jak grali postaciami, zależnie od story duży vs. mały, jakie cechy charakteru wykazywali w tym matchu - to mi się najbardziej podobało. Te momenty "wokół" czystej potyczki i walki. Bo sama walka także dobra, ale tylko dobra. Trochę potencjał uciekł przy odzwierciedleniu w ringu. Cały czas to wysoki poziom, ale czegoś mi zabrakło, a dwadzieścia minut każe wręcz zapełnić to pod każdym względem. Oglądało mi się to jednak bardzo przyjemnie, specyficznie. Mamy jasny plan na walkę i bardzo dobrze to zrobili. Ale i tak walka w cieniu wydarzeń po niej. Brooks oczywiście wygrywa, co Keith skwitował w najlepszy możliwy sposób XD . Gdy doszło do pożegnań, Lee powiedział też, że ten hoodie, który ma przy sobie, który zazwyczaj nosi został wystawiony na aukcję i wygrał ją gość, który jest teraz w publiczności. Bomba jest taka, że podczas gali w publiczności była - dosłownie po drugiej stronie tego gościa - mała dziewczynka, coś koło 10 lat, która przez całą walkę dopingowała Keitha. Gość co wygrał aukcję powiedział Keithowi, że oddaje wygrany hoodie właśnie jej. I przy wszystkich Lee dał jej ciuch. Wyjdę na pizdę, ale to jest najlepszy moment w wrestlingu, jaki widziałem od gdzieś 2011 roku. To było nieziemskie. Trzeba obejrzeć całość na własne oczy. Sceny

Jonah Rock vs. Timothy Thatcher - ***¼ - taki piękny moment, a tu nagle starcie takiego kalibru XD Co ciekawe rozsądne zestawienie, które idzie logicznie wytłumaczyć na bazie przeszłości, co w PWG takie raczej wow. Rock w singlach jest w PWG niepokonany od jakiegoś czasu. A po heel turnie nabiera rozpędu. Czekam na kolejne wydarzenia z jego udziałem. I coraz lepiej ogląda mi się go w ringu, a takie słowa po walce z Thatcherem to naprawdę pochwała. Spodobało mi się to i... nie. Pod paroma względami mega fajne, zaleciało trochę brawlem przyjemnym wymieszanym ze stylem Tymka i Jonaha. Ale parę momentów i spraw mi nie siadło. Na plus w każdym razie

David Starr vs. Matthew Riddle - **** - Najlepsza walka gali. W pewnym momencie złapałem się za głowę, jak dobrze im szło. I ani razu nie zgubili tempa, momentum, impetu. Nie zauważyłem wahań tempa i rwanej akcji. Dali fantastyczny popis. A no i najważniejsze: Starr jest heelem w PWG! Nie wiem kiedy to nastąpiło, ale tak się stało! Od razu myśli "gdzie Trevor, gdzie Kingston, gdzie Cobbix Ja chce WRSTLING w PWG i jakieś starcie 3/4 na 3/4 z Flamitą, Horusem, Bandito czy Pumą. Ten moment jak chciał kopnąć wcześniej wspomnianą dziewczynkę bezcenne. Tak jak reakcja niektórych ludzi na to. Jeszcze raz kapitalna walka.

PWG World Title Match
WALTER (c) vs. Sammy Guevara - ***¾
- "I'm not sorry, I hate you" było piękne. Tak jak ta walka, poniekąd. Sammy dużo czasu z początku uciekał, nie zgrywał takiego kozaka i unikał chopów. Gdy już dostał konkretnie, to zaczął znęcać się nad nogą mistrza. I tak to sobie wyglądało, doszły do tego skoki Sammy'ego, było dość efektownie też, jak na starcie z Walterem. Publika nie żyła tym tak jak bym tego chciał. Sammy walczył pod koniec dzielnie, ale sama końcówka, to jak pies dostał i po matchu. Main Event spoko, mogło być lepiej, ale i tak fajnie to wyszło. WALTER zalicza pierwszego, z mam nadzieję wielu rywali podczas swojego reignu. Guevara dalej heeluje, raczej nie będzie drawem w PWG, ale fajnie sobie poczyna.

6.75/10

_________________
Obrazek


Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: czw lip 12, 2018 6:40 pm 
Mid carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 586
AAW Day Of Defiance 2018


Curt Stallion vs. Bucky Collins vs. Hakim Zane vs. Mike Hartenbower vs. Space Monkey - **¼ - w porządku opener. Umiarkowanie efektowny, zostawili miejsce do popisów dla innych na gali, a przy tym pokazali się całkiem dobrze. Znaczy w odpowiedniej skali. W pięć minut Piotrkowa Trybunalskiego się nie zbuduje. Właściwie cały czas to była walka 1 na 1, z kilkoma odstępstwami na przykład na duży suplex, w którym wziął udział nawet sędzia, za co dostał niezłą reakcję. Równie dużą dostał Space Monkey, który błąka się po szarych odmętach sceny niezależnej. Niestety dla małpki zostaje przypięty przez Stalliona, który wydawał się być jednym kandydatem na zwycięzcę w tym gronie.

DJ Z vs. Laredo Kid - ***½ - właśnie tutaj zaczynają się wcześniej wspomniane popisy. DJ - który jest zdecydowanie face'em, więc fakacze z kilku gal wstecz były bo były - zmierzył się z kolejnym zamaskowanym typem. Ale tak jak właściwie większość zameldowanych typów walczył bardzo fajnie. Jedyne kłopoty jakie tu mieli, to klasycznie z DJem, który jest głuchy chyba. A tak to dynamiczna walka z fajnymi akcjami, często ciekawymi i w miarę widowiskowymi. Starcie bez historii, ale nie była ona tu potrzebna. Po prostu dwóch dobrze zgranych gości robi fajne rzeczy

O, Evolution w AAW. Wybór nazwy stajni to ciężka zagwostka. Stallion poćwiczysz, to wyjdziesz na ludzi.

Scarlett Bordeaux vs. Shotzi Blackheart - **¼ - Chyba zrobię ranking na najseksowniejsze piny w biznesie. Co by nie mówić o urodzie Scarlett, rozwija się w ringu całkiem nieźle. Jej walki ogląda się w porządku, zwłaszcza gdy ma fajną partnerkę. Nie jest to jakiś wysoki poziom, ale na pewno solidny. Ma za sobą fajny okres w Stardom i 27 lat na karku, dałbym jej szansę w NXT. Gorsza od niektórych pań nie będzie. Ale nie jestem tutaj obiektywny. Shotzi kojarzę, ale nie wiem skąd. Pewnie widziałem ją w akcji, ale skoro nie pamiętam... Tak czy siak tu skleciły ładne starcie, poprawne, składne, bez błędów. Znów Vega daje wygraną swojej partnerce. Co prawda walczyła niedawno o pas, ale nie obrażę się, by ponownie zakręciła się wokół tytułu.

Marcos Leon, Sage Cainan & Stephen Wolf vs. Brubaker, Connor Braxton & Jake Something - *** - średnie starcie głównie przez tych złych, bo z lekka zamulali, a dość długo oni prowadzili starcie. Stać ich na więcej i późnej gdy ich rywale zaczęli dochodzić do głosu to minimum zrobili i ostatecznie walka na plus. Wolf zaprosił do starcia dwóch gości, których nie zna nawet cagematch, ale w sumie fajnie się zaprezentowali, na pewno lepiej niż gorzej. Oni wygrywają, wkurzając tym samym ekipę bez nazwy jeszcze i wnosząc po segmencie nagrywanym po walce będziemy mieli feud. W sumie podoba mi się taka opcja.

AAW Heritage Title Match
Trevor Lee (c) vs. PACO - ***½
- Paco wygrał Rumble Match o shota na pas w wyniku czego taka walka. Chyba najdłuższa na tym show. 19 minut, które było najlepiej rozpisane i poprowadzone, ale jednak zabrakło sporo do wyższej oceny. Długi okres od początku starcia Lee znęcał się nad Paco poprzez wykręcanie rąk itp. Nie było to jakieś super, ale jako wstęp do walki, wprowadzenie, dobrze wyszło. Przed walką Trevor nie znalazł czasu, a przede wszystkim ochoty na wygłoszenie klasycznego dla siebie proma, więc zrobił to w trakcie pojedynku, co było ok motywem. W końcu Paco się ocknął i zaczęła się szybka wymiana movesów, ale też liczyłem na dużo więcej niż pokazali. Trevor pod koniec przejął kontrolę, ruszył po krzesełko, ale niczym Kyle O'Reilly na Takeover zknockoutował się krzesłem i Paco miał okazję na wygraną, lecz przejebał ją. Ładnie poprowadzona walka, ale bez specjalnych rzeczy, dlatego mimo że dostali dużo czasu, nie jestem mega zadowolony i mogło być lepiej. Publika tu sporo wniosła, bo była mega za Paco i przy jego momentum głośno dopingowała

AAW Tag Team Title Match
The Besties In The World (Davey Vega & Mat Fitchett) (c) vs Fiyah Fox (AR Fox & Myron Reed) - ***¾
- Środek matchu wolniejszy, ale tak to o panie, świetnie się to oglądało, publika tak jak wcześniej za pretendentami, pod koniec nearfalle, Brothers of Destruction tribute też się znalazł... Bardzo dobre dynamiczne starcie z dużą ilością fajnej i ciekawej akcji, którą ludzie kupili od razu. Reed i Fox są świetni, ludzie przez Vegę i Scarlett chcą nowych mistrzów i prawie dostali, emocje były, lecz nie tym razem. Brudne zagrywki AAWowskiej wersji Bonnie & Clyde przynoszą sukces, a Fichett musi się na to godzić

Rey Fenix vs. Trey Miguel - ***¾ - to co w drugej walce, tylko lepiej i mocniej. Niczym PWG. Miguel przeważnie w drużynie dostaje singlowy spot i daje czadu, ale pamiętajmy kto stał na wprost niego. Fenix jeszcze się nie podkłada młodszym, ale to "I win the match but you do the match" łamanym angielskim po walce fajne i chyba będzie ich kolejne spotkanie w przyszłości. Naprawdę eleganckie meczycho. Najlepsze na gali. Z jednym drobnym botchem i mnóstwem pozytywnych wrażeń


Dog Collar Match
Maxwell Jacob Friedman vs. Ace Romero - **
- Co ja tu mogę powiedzieć.... Feud jako tako się toczył, a ta walka... Gimmick match im nie pomógł xd. Tkwi w nim potencjał, trochę pomysłu, jakiś fajny koncept na to i walka może wyjść kozacko, tak tutaj niestety nie było. MJF wychodzi z rywalizacji z tarczą, zobaczymy co czeka mistrza CZW w AAW dalej. Romero bym już nie zapraszał. No chyba, że będzie robił w AAW takie rzeczy

Obrazek

Moose vs Brody King - **¾ - też takie se. Ni to brawl ni to chuj wie co. Mieli dwa lub trzy fajne zrywy, a tak do zapomnienia. Przynajmniej nie było jakichś błędów czy rażących rzeczy. Parodia Enda zalicza debiut w AAW i obstawiam, że będzie częstym gościem. Moose z tych wszystkich czarnych co swego czasu byli w RoH to był najbardziej nijaki i w sumie to się jakoś nie zmieniło. Pobyt w Impact/GPW/Losowa Nazwa też cienki. Tutaj też niby w ringu jest niezły jak na gabaryty, reakcję zdobywa, ale po drugim razie gdy robi swój taunt to ja kurde wysiadam. A później rewelacyjnie też nie jest.

WRSTLING (Eddie Kingston & Jeff Cobb) vs. ACH & Kongo Kong - ***½ - Jak ACH namówił Konga na to, by był jego partnerem to nie wiem, ale od początku walki czekałem na jedno - jego stare down z Cobbem. I się w sumie nie zawiodłem, ale takie dodatkowe trzy, cztery suplexy weszłyby jak ta lala. Nie pogardzę ich singlem gdzieś kiedyś. WRSTLING się rozkręca, tak jak Eddie Kingston. Z Cobbem dogaduje sie najlepiej, plus pod nieobecność Starra stał się agresywniejszy w ringu. Niby tu ładnie się przywitał z ACH'm by chwilę późnej skopać go w narożniku. Także Eddie musiał się zmierzyć na pierwszy ogień z Kongo Kongiem, po tym jak mistrz uciekł rywalom do swojego narożnika. Ale potem już się to rozkręciło, działo się nawet dużo i nawet szybko. Trochę ludzie mnie wkurzyli, bo tak średnio reagowali, ale tragicznie czy coś nie było jeśli o to chodzi. Cobb właściwie sam wykańcza obu rywali i WRSTLING jest dumny.

5.75/10

_________________
Obrazek


Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: sob lip 14, 2018 12:43 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 22, 2012 10:20 am
Posty: 3689
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki
RevPro Mayhem

David Starr vs. Kyle Fletcher - *** i 1/2 *
Dan Magee vs. Josh Bodom - ***
Jamie Hayter vs. Millie McKenzie - ***
Zack Sabre Jr. vs. Jordan Devlin - *** i 3/4 *
Los Federales Santos Jr. & Rishi Ghosh vs. Chris Brookes & Travis Banks - *** i 1/4 *
Adam Brooks vs. Mark Davis - *** i 1/2 *
Cody vs. El Phantasmo - ****

Opener wyszedł bardzo fajnie, chyba tylko poza zakończeniem które było po prostu słabe, co nie zmienia faktu że reszta walki trzymała poziom, a dla Mnie ciekawostka że Fletcher potrafi też sam walczyć. Dwie kolejne walki solidne, ale bez większych niespodzianek i już w połowie gali starcie dla którego ją obejrzałem, czyli Zack/Jordan które wypadło bardzo dobrze, ale jednak czegoś Mi tu zabrakło, może trochę czasu. Kolejne dwie walki na przyzwoitym poziomie, choć też bez fajerwerków. No i w ME niespodzianka, a może bardziej udowodnienie tezy że Cody w ROH nie potrafi walczyć, a gdzie indziej tak, bo dał z El Phantasmo naprawdę bardzo dobre starcie, które było stosunkowo długie, ale też z tą długością nie przesadzili jak to miało miejsce czasami we wspominanym ROH.
Problem mam tu trochę z oceną, bo nie było tu tak naprawdę słabej walki, ale z drugiej strony nic też Mnie nie zachwyciło, czyli po prostu było dobrze :D

_________________
#WrestleFansOpelFanbase


User Roku 2017
Najprzyjaźniejszy User Roku 2017
3x User Miesiąca: Czerwiec 2017, Wrzesień 2017, Styczeń 2018

Moderator 22.09.2017-03.04.2018


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: ndz lip 15, 2018 12:00 pm 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz sty 06, 2013 1:30 pm
Posty: 4483
Lokalizacja: Gniezno
PROGRESS Chapter 68: Super Strong Style 16 Day 1

Doug Williams vs. Pete Dunne - **3/4*
Chuck Mambo vs. Zack Sabre Jr. - ***1/2*
TK Cooper vs. David Starr - ***
Mark Andrews vs. Angelico - ***1/4*
Jordan Devlin vs. Tyler Bate - ***1/2*
Joey Janela vs. Zack Gibson - **
Keith Lee vs. Flash Morgan Webster - ****
Chris Brookes vs. Kassius Ohno - ****

Widać, że dzień mocno na rozgrzewkę przed resztą turnieju, bo z takiego Andrews/Angelico spokojnie można wycisnąć więcej, tak samo z Devlin/Bate. Walka Janeli z GYV mi się nie podobała, takie przekombinowane i po prostu głupie to było, w pewnym momencie już na to miałem wyjebane. Ale ostatnie dwie walki już miodzio. Lee/Webster było o tyle spoko, że fajnie opowiedzieli historię mały vs. duży. Ale serio momentami śmiesznie Flash przy Keithie wyglądał jak udawało mu się gościa ot tak powalić xD A Brookes/Ohno po prostu dobry rasslin, miło wiedzieć, że Ohno mimo wieku, brzuszka i przejściu do NXT nie stracił na formie :)

PROGRESS Chapter 68: Super Strong Style 16 Day 2

Zack Gibson vs. Pete Dunne - ***
TK Cooper vs. Jordan Devlin vs. Chuck Mambo - ***1/2*
Mark Andrews, Joey Janela & Chris Brookes vs. Mark Haskins, Jimmy Havoc & Flash Morgan Webster - ***1/2*
Angelico vs. Keith Lee - ***3/4*
David Starr vs. Zack Sabre Jr. - ***3/4*
Millie McKenzie, Sierra Loxton & Laura Di Matteo vs. The House of Couture - **1/2*
Kassius Ohno vs. Tyler Bate - ****1/4*
WALTER vs. Travis Banks - ***1/2*

OżeszkurwaVickyHaskins. Zakochałem się chłopy, tak oficjalnie, nie boję się przyznać. Dobra, ale do tematu, jakieś walki się w międzyczasie odbyły. Ale Vicky... Achom i ochom nie było końca. Dobra, to te walki były całkiem spoko. Szczególnie Ohno/Bate rozjebało. Teraz idę się dalej zachwycać Vicky Haskins. A nie czekaj, muszę kolejną galę zobaczyć :/ Plus taki, że będzie tam Vicky.

PROGRESS Chapter 68: Super Strong Style 16 Day 3

Roy Johnson vs. Chuck Mambo vs. Jordan Devlin vs. Chris Brookes vs. Angelico vs. David Starr vs. Kassius Ohno - **3/4*
Mark Haskins & Flash Morgan Webster vs. Mills & Mayhew - **
Zack Sabre Jr. vs. Keith Lee - ****
Zack Gibson vs. Kassius Ohno - ***1/4*
Joey Janela vs. Jimmy Havoc - ***1/2*
Charlie Morgan vs. Toni Storm - ***
WALTER vs. TK Cooper - **
Kassius Ohno vs. Zack Sabre Jr. - ****1/2*

Pierwsze dwie walki niespecjalnie warte uwagi, ale to niespecjalnie dziwne. Pierwsza walka to dużo osób, mało czasu, a druga to po prostu squash. Chociaż Jordan Devlin niszczący Roya Johnsona na propsie xD Gibson w tym turnieju przez Drake'a wyszedł słabo, zresztą też trzeba było oszczędzać Ohno do finału, bo jednak trzy walki w trakcie dnia to tak nie bardzo. Ale Sabre/Lee na propsie co było bardzo łatwe do przewidzenia. Deathmatch w porządku, ale specjalnie nie zaszaleli i też sporo czasu nie dostali. Ale ten Double Foot Stomp na pinezki aż wywołał u mnie dreszcze. Ważniejsze wydarzyło się po walce - Havoc dał zajebiste promo, ogólnie to śmiesznie się oglądało ten segment gdy wiesz, że ogłosili już walkę Havoc/Ospreay i ją odwołali xD Finał SSS16 kozak, widać jak mocno Ohno jest ograniczany w NXT, a w indysach jak się rozkręci to jest kozakiem w chuj.

PROGRESS Chapter 69: Be Here Now

Aussie Open vs. Mills & Mayhew - **1/2*
Mark Andrews vs. Zack Sabre Jr. - ****
David Starr vs. WALTER - ***1/2*
British Strong Style vs. Mark Haskins, Jimmy Havoc & Flash Morgan Webster - ***1/4*
Jack Sexsmith vs. Travis Banks - ***1/2*
Joseph Conners vs. Doug Williams vs. Rob Lynch vs. Rampage Brown - ***
Jinny vs. Toni Storm - ***1/4*

Szczerze mówiąc, nie chce mi się o tej gali pisać, bo tak naprawdę gdyby nie nowi mistrzowie, to gala byłaby całkowicie bez historii. A, no i jeszcze Dragunov się pojawił, a to spoko było.

_________________
Admin Roku 2017
Moderator WrestleFans - 27.04.2016-06.01.2017
User Roku 2015
Best Post 2015
Newsman Roku 2015
Progres Roku 2015
User Miesiąca x2: Wrzesień 2015, Kwiecień 2016


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt lip 17, 2018 9:58 pm 
Mid carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 586
FCP International Tekkers: Nothing Is True, Everything Is Permitted

Mike Bailey vs David Starr vs El Phantasmo vs Omari - ***½ - Bez zbędnych formalności - od razu ruszyli do konkretnej akcji. 9 minut ciągłej, błyskawicznej, efektownej akcji. Idealny opener na pobudzenie ludzi, którzy podczas tej gali raz dobrze się zachowywali, raz nie, dziwna dziś była publika. Działo się mnóstwo rzeczy, nawet na chwilę nie zwalniali, po każdej wymianie przychodziła następna, każdy świetnie pracował. Nie pochwalę wybitnie jednego, bo po prostu wszyscy zapierniczali jakby mieli silniczek w dupsku. Omari wygrał te Infinty Trophy w zeszłym roku i nic za bardzo się z nim nie dzieje, El Phantasmo skacze sobie dosłownie po każdym indysie w Anglii, Starr nie po każdym, bo jest bardziej rozchwytywany i nie ma czasu na jakieś SWE czy Kamikaze Pro, a Bailey ... jestem ciekaw, czy po tym banie na Stany, który kończy się za ho ho i jeszcze trochę będzie na niego jakiś większy popyt, bo widząc jak sobie radzi w Azji i Europie, to chyba nie za bardzo. Tutaj wygrywa, ale czy będą tego jakieś konsekwencje? Pewnie nie.

Segmecik na plus. Nie wszędzie ma się okazję oglądać heelowego CCK i Lykosa wchodzącego na ring z fakaczami. Wmieszany w to został WALTER, Aussie Open z Banksem, no dzieje się dzieje. Takiego Brookesa aż fajnie oglądać, ale dostał od Meiko Satomury i jestem ciekaw jak bedzie wyglądała sytuacja wokół głównego tytułu. Który Chris zajebał. Ustalono Main Evento przy okazji

MK McKinnan vs Eddie Edwards - ***¼ - Eddie powraca po trzech latach do Fight Clubu i przegrywa. Ogólnie takie starcie dawnych asów FCP, znaczy asów... Amerykański Wilk miał dawno temu główny pas tutaj, ale pojawiał się tak często, że nie dziwię się, że jobbnął McKinnanowi, pewnie za karę. Który jest człowiekiem synonimem dla Fight Clubu. Ten też raczej odcina kupony, nie za bardzo widzę dla niego miejsce, nawet jak walczy raz na rok i taki meczyk to Back to the future. Dziwne mam odczucia co do tej walki, bo w sumie mi się podobała, ale to głównie końcówką zostałem kupiony. Bo poleciały kontry i akcje, których bym się nie spodziewał. Początkowo wolno, ale nie nudno. Potem było nudno i wolno, ale ratowali to tym, że co jakiś clothesline czy inny kopniak tak genialnie siadały, że aż się zacząłem zastanawiać, czy coś przy montażu nie było kręcone. Więc czasami było super, czasami nie i mamy taki dobry pojedynek.

PWR Tag Team Title Three Way Match
The Rascalz (Dezmond Xavier & Zachary Wentz) vs Millie McKenzie & Pete Dunne (c) vs The Besties In The World (Davey Vega & Mat Fitchett) - ***¾
- jazda bez trzymanki. Co tu dużo mówić, świetnie się to oglądało. Popisy kapitalne. Odbyło się to o pasy, które są nic nie warte na razie, ale walka bardzo dobra. Brusiermates to mega ciekawe połączenie, Millie jest spoko, utalentowana i w ogóle, faktycznie podobna do Pete'a, fajnie go naśladuje, naprawdę zgrana i fajna do oglądania para. Nietypowa. Widziałbym to na większej scenie. Rascalz i Besties typowo na mega dobrym poziomie. W ogóle to miało być chyba 1 na 1 team, ale nie wiem. Po walce świeżo upieczona uczestniczka Mae Young Classic Jinny atakuje Millie, obrywa się także Pete'owi. To, w jaki sposób ja wziął na backstage po wszystkim, było fajne.

Jordan Devlin vs Naoki Tanizaki - ***¼ tu trochę odpłynąłem na Bahamy i nie byłem w walce całym sobą, przez co oceną bym się mega nie sugerował. Dałem tyle, bo pracowali - chyba - szybciej od MKa i Eddie'ego, Tanizaki mnie nie przekonuje, Devlin też nie miał zbyt dużo do pokazania, poza poszczególnymi momentami, ale pod koniec nawet dobrze to wyglądało. Import Killera w tym większa zasługa, ale mogłem coś przegapić. Jednak rangą wydarzeia, ogólnym poziomem akcji i atrakcyjności podobnie jak do singla wcześniej, jednak tamtą walkę stawiam o wiele wyżej.

Tyler Bate vs Will Ospreay - ****¼ - Starcie reklamujące tę galę i główny powód przyjścia na nią ludzi. Chyba first time ever 1 na 1 się spotykają. W pewnym momencie jak zaczęli kontrować, jakie akcje robić, to szaleństwo. Oglądał się to kapitalnie, ale wiadomo czego się po nich spodziewać. Do wyższej oceny zabrakło mi mało, może jeszcze bardziej rozbudowanego finiszu, Ospreay kickoutuje po Tyler Driver 97, ale po korkociągu z lin już nie. Doprowadziła do tego zajebista końcówka, jak i cała walka, jednak do Devlin vs. Ospreay z 72 Chapteru Progress czy jakiegoś Bate vs Dunne imo zabrakło.

CCK (Chris Brookes & Kid Lykos) & WALTER vs Jimmy Havoc, Mark Davis & Travis Banks - ***¼ - Kyle Fletcher został kontuzjowany podczas segmentu wcześniej, więc za niego pojawiło się zastępstwo - Jimmy F'n Havoc. Reakcja ludzi fajna. Zwłaszcza, że rzadko kiedy się pojawia. W sumie nie wiem, czy chodziło mi o Havoca czy o reakcję xD Walka najpierw brawl wokół ringu, potem typowo drużynowy pojedynek, pod koniec klasycznie lepiej, ocenę trochę wyciągnęli Davis i WALTER swoimi chopami, ale ogólnie naprawdę spoko. Walka więc w porządku, za to po niej był moment straszny, bo Aussie Open się rozpada, pojawia się w trakcie walki Fletcher, sprzedaje chair shoty Banksowi i Davisowi, przechodząc tym samym heel turn. A Brookes stwierdza, że Meiko jeśli chce odzyskać jej tytuł, musi zmierzyć się z Fletcherem. Dziko.

6.8/10

_________________
Obrazek


Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn lip 23, 2018 1:09 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 22, 2012 10:20 am
Posty: 3689
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki
EVOLVE 106

Josh Briggs vs. Bad Bones - ***
John Davis vs. Jarek - ** i 3/4 *
The Skulk vs. The Skulk - ** i 1/2 *
Można to nazwać wstępem do gali, było to po prostu ok, walki niezłe i krótkie.

AR Fox vs. DJZ - *** i 1/2 *
A to już było bardzo dobre i krótki, za krótkie, to co AR ostatnio robi to jest po prostu magia i zabrakło tu tylko Tych 5 minut więcej. Btw rekcje danów na wejście Foxa to złoto.

Darby Allin vs. WALTER - ****
Niby schemat oklepany do bólu, al kurde jakie to było dobre i intensywne, też zabrakło czasu tbh, jednak nadrabiała tu ta intensywnosć i fajne sprzedanie sztampowej historii Dawid vs Goliat, ale jak to mawia klasyk, dobra sztampa nie jest zła i tu tak było.

Bryan Idol vs. Mike Verna - DUD
Było to tak dobre że jak teraz patrzyłem na kartę to aż nie mogłem Sobie przypomnieć i musiałem kawałek gali puszczać XD

Chris Dickinson, Jaka, & Dominic Garrini vs. Tracy Williams, Timothy Thatcher, & Anthony Henry - ***
Nie czuło się jakby to było duże starcie, po prostu zawalczyli, była nawet dobrze i tyle, osobiście wolałbym inny wynik, ale pewne jest że Tracy Sobie jeszcze z Catch Point jeszcze powalczy.

Joey Janela vs. Austin Theory - ****
Największe zaskoczenie gali, bardzo dobre starcie z mocno przeciągniętą i emocjonującą końcówką które kończy się Tym że dostajemy nowego mistrza i to Joey Janele, no jaram się mega, styl w jaki bad boy wygrał pas świetny i mam nadzieje ze se ten pas trochę potrzyma.

Matt Riddle vs. Shane Strickland - ** i 3/4 *
Jakby napisać że poniżej oczekiwań to jakby nie napisać nic, nudna walka, gdzie większość latali za ringiem, to tego głupie zakończenie, Ja rozumiem ze nie chcą tego teraz kończyć, ale nie musiało to być tak złe, szczególnie że ostatnio promowali to jako mega ważne starcie.

Dwie bardzo dobre walki i zawód w ME, reszta dobra lub niezła, gala jako całość niezła,a el właśnie te zakończenie trochę psuje cały efekt, na plus dla Mnie to że dwóch wrestlerów których bardzo lubię ma dwa główne pasy :D

EVOLVE 107

A tu obejrzałem tylko ME i teraz jak patrze na oceny w internetach to nie żałuję,bo Dickinson/Williams DQ po pół minucie ... a reszta po prostu prezentuje się miernie, no może poza 3 way'em o pas FIP, choć to też nie jest jakieś must see dla Mnie.

Matt Riddle vs. AR Fox - ****
AAA jakie to było dobre, ale z drugiej strony jakie krótkie, mega intensywne starcie ze świetnymi akcjami i ciekawą końcówką, gdzie Matt jednak obronił pas, czego w sumie nie byłem taki pewien. AR pewnie teraz wróci to walk o nic, a Nas czeka kolejna walka z Stricklandem, oby już ta gdzie dadzą z Siebie 100%.

_________________
#WrestleFansOpelFanbase


User Roku 2017
Najprzyjaźniejszy User Roku 2017
3x User Miesiąca: Czerwiec 2017, Wrzesień 2017, Styczeń 2018

Moderator 22.09.2017-03.04.2018


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1554 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 100, 101, 102, 103, 104


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  


Powered by phpBB © 2007 phpBB Group